wtorek, 12 czerwca 2018
poniedziałek, 4 czerwca 2018
wtorek, 29 maja 2018
Informacja dla czytelników
Miejska i Gminna Biblioteka Publiczna w Głuchołazach – DZIAŁ DZIECIĘCO MŁODZIEŻOWY informuje, że od dnia 4 czerwca rozpoczyna wypożyczanie swoich zbiorów tylko i wyłącznie przez system komputerowy MAK +
Biblioteka dla dorosłych oraz filie wiejskie na razie pozostają bez zmian.
W celu zapisania się do Biblioteki zapraszamy z dokumentem, konieczny jest numer PESEL. Osoby wprowadzone do systemu otrzymują kartę biblioteczną uprawniającą do korzystania z biblioteki.
Prosimy czytelników o przychodzenie do biblioteki z kartami, co usprawni wypożyczenia i zwroty książek.
czwartek, 24 maja 2018
Czytelnicy maja
Jury w
składzie Jan Ćwiek – dyrektor Centrum Kultury, Alicja Płowaś- Stadnik kierownik
biblioteki oraz Anna Dorosz- pracownik działu dziecięco- młodzieżowego wyłoniło
czytelników .
Czytelnikami miesiąca maj zostali:
·
Milena Łysik PP1 Grupa Smerfy
·
Sara Gromadzka PP2 Grupa Misie
·
Zuzia Data PP2 Grupa Jarzębinki
·
Ksawery Młyńczak PP2 Grupa Jarzębinki
Gratulujemy nagrodzonym
przedszkolakom! Dziękujemy za częste odwiedziny biblioteki połączone z
samodzielnym wyborem bajek, a także udział w naszym comiesięcznym konkursie. 6 czerwca 2018 ( w środę) o godz.9.00 w sali
widowiskowej Domu Kultury odbędzie się XIV
Gala podsumowująca całoroczny konkursu „Motyle książkowe 2017/18”.
środa, 23 maja 2018
czwartek, 17 maja 2018
Tekst prelekcji "Czym jest dla Polaków "Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza"- Ewa Kazula,
Dlaczego w XXI wieku, w roku setnej rocznicy
odzyskania niepodległości, zastanawiamy się nad pytaniem : Czym jest dla
Polaków „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza?
Czy w ogóle „czymś” jeszcze jest, czy zaledwie
kolejnym mitem, którym żyjemy, znając go - jak to z mitami bywa - w różnych
wersjach, podaniach, formach?
Krąży nade mną myśl (sporo bym dała za jej
nieprawdziwość), że dla wielu Polaków Mickiewiczowski poemat (poema z greckiego
znaczy po prostu - utwór) to terra incognita, czyli ziemia nieznana, ląd
jeszcze nieodkryty. Jeszcze... daje jednak nadzieję.
Czyż wszyscy byli na Księżycu? Nie! Na Marsie
- na razie nas nie wypatrują .
Podobnie być może rzecz się ma z „Panem Tadeuszem”. Nie wszyscy znają, nie
wszyscy wypatrują.
Niby jest w domach, bibliotekach, a we
wrocławskim Muzeum Adama Mickiewicza oryginał spisany ręką Mistrza....
Powtórzę, niby jest, a jakoby go nie było.
Parafraza słów Jana Kochanowskiego nie jest
przypadkowa, ponieważ czuć w eposie Mickiewicza powiew frazy renesansowego
poety... choćby w wersyfikacji.
Wracając do rzeczy ...niektórzy ponadto coś o
„Panu Tadeuszu” słyszeli, że nudny poemat, pisany wierszem, żeby było
trudniej... trzynastozgłoskowcem. Postaci dziwne, śmieszne, nieprzystające do
naszej rzeczywistości.
Dodam od siebie – rzekomo.
Wniosek pierwszy :Mickiewiczowski mikrokosmos
choć nazywany epopeją narodową... być może przez naród nie jest znany - jak o
tym marzył poeta.
Owszem trafił pod strzechy, jak już
wspominałam. Ba! nawet pod dachy kryte eternitem, papą, dachówką, gontem,
szkłem „itakdalej”....ale czy ten fakt coś zmienił?
Z czytaniem jest jak z... miłością... jest
albo go nie ma.
Zatem - kto czytał „Pana Tadeusza” wie, kto
nie czytał, wie, ale na niby - ze słyszenia, ze streszczenia lub opowiadania.
Za szczęśliwych można uznać tych
znających choćby adaptację eposu Adomasa Mickieviciusa - jak o nim mówili Litwini - w reżyserii Andrzeja Wajdy.
Film ma zwolenników i przeciwników. Ważne, że
jest. Mnie osobiście za każdym razem wzrusza - tak po ludzku, rzekłabym nawet -
po babsku.
Wniosek drugi: Czy trzeba się tym martwić?
Uważam - trochę bezczelnie - że nie.
Kto zna "Inwokację" wstydu rodzinie
nie przyniesie; dobrze, kto zna fragmenty, może „sklecić”... np. wypracowanie
maturalne; kto zna całość może być dumny... po prostu. I nie chodzi „tylko albo
aż” o opanowanie pamięciowe. Bynajmniej! Choć są tacy mistrzowie.
Chodzi o treść, sens, melodię, rytm, ulubione
słowa, obrazy, frazy...postaci wreszcie.
Zawsze powtarzam moim uczniom: czyta się nie po to, by streścić, tylko by
przeżyć.
***
Mickiewicz przeżył dzieciństwo i młodość na
Litwie...potem więzienie i ostatecznie rozłąkę z ojczyzną. Paryski bruk nie
zawsze był mu przychylny. Z centrum miasta uciekał ...
Paryż ery
Mickiewicza nie miał jeszcze Wieży Eiffla, Champs - Elysees było zwykłą drogą.
...A gwar miejski męczył poetę.
Ksawery Pruszyński
pisał: „Paryż był miastem bez aut, ale poeta uciekał " tam, gdzie była
zieleń, ogródki, latem kurz, wiosną błoto, a cały okrągły rok najprawdziwsza
wieś".
I Mickiewicz pisał
- choć zaczął prawdopodobnie jeszcze w Łukowie, w Poznańskiem.
Tam mógł przez chwilę zanurzyć się wyobraźnią w atmosferze Nowogródka czy
Tuchanowicz.
Mógł po prostu
"kropić swe wiersze " jak mawiał do przyjaciół.
Jako romantyk trochę nie w stylu epoki
próbował ten brak...wielki brak Ojczyzny zrekompensować. Uczynił to genialnie,
ale środowisko artystyczne nie przyjęło dzieła z zachwytem. Powodów jest wiele:
niezrozumienie, inna konwencja literacka, inny gust poetycki, polityka... a
nawet zazdrość.
Coś jest na rzeczy, bo pisał poeta do brata
Franciszka:” Siedzę w przeklętym Paryżu, zajęty znowu drukami”. Korekt
Mickiewicz nie znosił ...ale o „Panu Tadeuszu” pisał :
W moim nowym dziełku (...) scena toczy się na
Litwie: znajdziesz opisy naszego życia domowego, polowań (…) pisanie o tych
rzeczach bawiło mię niezmiernie, przenosząc mnie w nasze miłe strony rodzinne”.
Owe dziełko nazywał romansem poetyckim. A w
pierwszym zamyśle artysty miało tytuł „Żegota”. Bogdan Zakrzewski odnotował w
pracy „O Panu Tadeuszu inaczej”: „Jeszcze przed oddaniem rękopisu(...) do druku
czytał go (...) swoim przyjaciołom. Co pobożniejsi z nich sarkali na erotyzm,
na dwuznaczność scen oraz postaci, nalegając usilnie na Adama, by podniósł
nastrój poematu o jakie pół tonu”. W listach odpowiadał z kolei :” Poprawię
się, da Bóg, w innej powieści, bodaj w synie „Pana Tadeusza”.
Jak już wspomniałam euforii nie było po
publikacji i pojawieniu w paryskich księgarniach zielonych tomików. Ale ...jak
pisał przywołany już Ksawery Pruszyński „ W opowieści o Mickiewiczu” ...do
krytyków poeta po prostu nie miał szczęścia. Zarzucano autorowi: nijakość głównego bohatera,
cudzoziemszczyznę, sprzeniewierzenie się narodowości i tradycjom słowiańskim,
niski poziom poetycki, dłużyzny, potoczną dykcję, krotochwilność jak w
wierszach Baki. brak nauki moralnej. ubóstwienie wieprzowatości życia
staroszlacheckiego, zaściankowość, dyskredytację polskości....Dużo tego prawda?
Ale, o paradoksie!
Cyprian Kamil Norwid jako jeden z wielu
krytyków „Pana Tadeusza” ...już po śmierci autora... zaliczał wprawdzie dzieło
do utworów powiatowych, w którym jedyną figurą serio jest Żyd. Nie bez
ironii też nazywał poemat narodowym z
moskiewską metresą (Telimeną) i pensjonarką (Zosią) w roli głównej. „Odmawiał
więc „Panu Tadeuszowi” warunków arcy – narodowej -Epopei..., ale zauważył, że
to „genialna satyra”. Satyra na środowisko szlacheckie....polskie po prostu.
Dziełem zachwycał się zaś Julian Ursyn
Niemcewicz – pisarz doby oświecenia - odnotowując w jednym z listów do Stefana
Witwickiego: „Czytam z rozkoszą „Pana Tadeusza” (…) W tym to dziele narodowość
polska nigdy nie umrze”. I on jako jeden z niewielu uważnych czytelników miał
rację... Był rok 1837.
Wniosek trzeci: Nie dziwię się Niemcewiczowi i
chylę czoła przed intuicją czytelniczą Norwida.
Obaj mieli rację.
Mickiewicz po prostu odmalował słowem
mikrokosmos, wszechświat pełen harmonii w opisie miejsc i osób.
Uczynił to jak wytrawny malarz - z wyczuciem
barw ( bieli, błękitu, zieleni, złota, żółcieni) oraz nastrojów. A że był
świetnym kolorystą, zauważył już Stanisław Witkiewicz w pracy "Mickiewicz
jako kolorysta".
Udało się poecie wyczarować świat bajkowy. Ba!
baśniowy... idealny...taką swoistą ...nieco dłuższą sielankę w duchu
renesansowo-oświeceniowym...mimo zabójstwa, pragnienia zemsty,
zajazdu,bijatyki, bitew... kłótni.
Ale to przecież nadal świat uchwycony kolorami
tęczy, miłości, tęsknoty, żalu...nostalgii, melodią Mazurka Dąbrowskiego,
melancholii.
Marek Bieńczyk - współczesny pisarz -pięknie zdefiniował tę ostatnią jako żal za
tym, co utracone i nie wróci. I taką melancholię wyczuwam na kartach XII ksiąg
spisanych 184 lata temu.
To nic, że sporo w opowieściach i opisach niekonsekwencji, pomieszania faktów.
To nic, że Epilog ten idylliczny nastrój trochę zmienia w publicystyczną ocenę,
jacy jesteśmy...my, Polacy, zwłaszcza emigranci.
U Mickiewicza chodzi przede wszystkim o emocje. Emocje ukryte w języku. Epos to
przecież po grecku słowo.
Dla poety piszącego na paryskim bruku ojczyzna ukryła się bezpiecznie w pamięci
i słowie, czyli języku właśnie.
Dlatego forma eposu, epopei nie dziwi; ma
znaczenie, bo oddaje rytm bijącego z miłością serca poety, tęskniącego, za
ruczajem, gajem stawem i lasem litewskim; matecznikiem, bocianami sunącymi pod
błękitem nieba, pagórkami leśnymi, prostym jedzeniem, porządkiem natury,
grzecznościami, naukami i serdecznym humorem wypływającym z miłości do
wykreowanych postaci.
A to wszystko pozostało w duszy i tylko słowo może przywrócić ponownie obraz.
Zatem jeszcze przed przywoływanym już Norwidem próbował Mickiewicz „odpowiednie
dać rzeczy słowo”.
I udało się artyście - mistrzowi bez
wątpienia. Przy okazji osiągnął efekt terapeutyczny.. na co zwrócił uwagę Jan
Tomkowski.
Leczył poeta smutek duszy, pisząc o tym, co
bliskie i dalekie jednocześnie. O Ojczyźnie, ojcowiźnie, ziemi ojców. Dlatego
zawołanie „Litwo! Ojczyzno moja...” nie dziwi znającego - jako tako - historię Polski. Podkreśliła ten fakt
Dorota Siwicka w pracy poświęconej
literaturze romantyzmu.
A cytowany Tomkowski chyba nie pomylił się w
swojej krytycznoliterackiej diagnozie, co do arteterapeutycznego wymiaru
dzieła...czyli leczenia przez sztukę.
Epos Mickiewicza różni się od Homerowego - to oczywiste .
Współcześni mu pisali nawet, że jest
„środkującym zlewkiem „Odysei” i „Don Kiszota”. W XX wieku wykazał to między
innymi Aleksander Krawczuk, ale jeśli uwzględnimy etymologię nazwy gatunku,
różnice przestają mieć znaczenie.
Zamiast Troi mamy Soplicowo.
Zamiast Priama Sędziego.
Zamiast Agamemnona Maćka Dobrzyńskiego.
Zamiast Odyseusza Jacka Soplicę vel ks. Robaka.
Zamiast Achillesa Tadeusza.
Zamiast Heleny Telimenę i Zosię.
Zamiast wojny – zajazd.
Napoleon Bonaparte to bóg Zeus – trochę
okrutny - ale Polacy wierzyli w jego moc i militarną sprawność.
I tak dalej, dalej moglibyśmy mnożyć układy,
konstelacje, podobieństwa i odmienności.
Zestawienia są subiektywne i nie trzeba się z nimi zgadzać.
Wiosek czwarty : Myślę, że dziś powinniśmy
nadal szukać w „Panu Tadeuszu” urody języka, wspomnianego już rytmu i
artystycznego piękna wyrażonego kolorem i słowem. Jak na obrazach
impresjonistów.
Nie bez powodu jeden z najwybitniejszych
reżyserów teatralnych XX wieku - Adam Hanuszkiewicz - przekonywał, że poemat
Mickiewicza trzeba czytać na głos.
Tylko wtedy – dosłownie - usłyszymy regularny rytm serca bijącego w centrum
Soplicowa i tylko wtedy, każdy poczuje smak i zapach polskości.
Panie, Panowie...głośne czytanie
Mickiewiczowskiego poematu czas zacząć.
Ewa
Kazula
XIV Biesiada Czytelnicza
Centrum Kultury w Głuchołazach zorganizowało XIV Biesiadę Czytelniczą pod hasłem (Do) wolność Czytania. Tegoroczna
Biesiada Czytelnicza obfitowała w ciekawe wydarzenia, mieszkańcy Głuchołaz
mogli uczestniczyć w spotkaniu z Kawalerem Orderu Uśmiechu – Barbarą Fender,
spotkaniu autorskim, wystawie, wernisażu, Nocy w Bibliotece oraz w wykładzie
pt. Czym jest dla Polaków Pan Tadeusz oraz wysłuchać fragmentów epopei
narodowej. Wydarzenia te wpisały się w harmonogram uroczystych obchodów
50-lecia ustanowienia Orderu Uśmiechu organizowanych w Głuchołazach.
8 maja odbyło się
spotkanie autorskie z Agnieszka
Buczkowska –Fertałą oraz Markiem Fertałą, Autorka urodzona na
Opolszczyźnie, gdzie mieszka wraz z mężem Markiem i dziećmi. Z wykształcenia
inżynier mechanik. Pani Agnieszka jest astronom z drugiego wykształcenia, stąd stale żyje z
głową w chmurach, podążając ścieżkami własnych marzeń. W podróży po różnych
krajach uwielbia korzystać z autostopu, co daje świetną możliwość nawiązania
kontaktu z miejscową ludnością. Podczas spotkania w Centrum Kultury opowiadała
o podróży po Alasce gdzie spędzili z
mężem miesiąc przemierzając ten
amerykański stan z południa na północ oraz z powrotem. Relacja z podróży była ubarwiona wieloma
ciekawymi zdjęciami i filmikami. Opowieść o Alasce, którą usłyszeli zgromadzeni
słuchacze to pierwszy rozdział książki "Namiot
był naszym domem", która
zawiera zebrane relacje, pisane w większości na bieżąco, z trzech podróży po
Afryce i Alasce, które wraz z mężem odbyła w przeciągu roku, od lipca 2010 do
czerwca 2011, docierając do czterech oceanów i zdobywając kilka gór. Napisana z
nadzieją, że będzie stanowić inspirację dla tych, którzy głęboko w sercu kryją
podróżnicze pragnienie, a nie znaleźli jeszcze siły i odwagi do jego
realizacji.
9 maja odbyło się spotkanie z Kawalerem Orderu
Uśmiechu Barbarą Fender. Pani
Barbara jest bibliotekarką, która od blisko trzydziestu lat propaguje wśród
uczniów ideę czytania książek, organizuje spotkania autorskie z pisarzami i
poetami, a tak że prowadzi z dziećmi warsztaty i organizuje konkursy m.in.
czytelnicze. Jej wielką pasją są również zajęcia terapeutyczne prowadzone
właśnie z dziećmi oraz jest wielkim orędownikiem bezpiecznego korzystania z Internetu
szczególnie wśród najmłodszych. Pani Barbara podczas pierwszej części spotkania
przedstawiła prezentację, która przybliżyła uczestnikom spotkania jej osobę. Pokazała
Order Uśmiechu, którym została wyróżniona w 2017 roku. Druga część uroczystości
odbyła się w na Skwerze Kawalerów Orderu Uśmiechu w Głuchołazach, gdzie Barbara
Fender w obecności Burmistrza Głuchołaz Edwarda Szupryczyńskiego ,
pomysłodawców utworzenia w Głuchołazach Skweru Kawalerów Orderu Mariusza Migały
oraz dyrektora Centrum Kultury Jana Ćwieka, Radnych Rady Miejskiej w Głuchołazach oraz zgromadzonej
publiczności odsłoniła pamiątkową tabliczkę z uśmiechem do której uśmiech
wykonała sama. Uroczystości w Domu Kultury oraz przy Skwerze Kawalerów Orderu
Uśmiechu prowadzili Aleksandra Bukowiec
oraz Filip Bereszko uczniowie ze Szkoły
Podstawowej nr 2 w Głuchołazach członkowie dziecięcego teatrzyku Bąbel
działającego przy Centrum Kultury. Podczas
odsłonięcia tabliczki z uśmiechem wysłuchaliśmy również Hymnu Orderu Uśmiechu w
wykonaniu Chóru Jedynka ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Głuchołazach.
10 maja w Małej Galerii można było zobaczyć wystawę rzeźb ze
złomu autorstwa Sebastiana Kucharskiego. Sebastian Kucharski urodził się w 1974 w
miejscowości Zawadzkie, mieszka w
Łączniku. Swoją przygodę związaną ze scrap sculptures rozpoczął w 2013. Swoje
rzeźby eksponuje w Fabryce Robotów w Łączniku. Pierwszą pracą artysty jest Predator
o wysokości 2,7m i wadzie 500kg. W między czasie powstał też mały obcy, ręka
terminatora T-800, motocykle, samochody, anioł śmierci, koń mechaniczny i kilka
innych drobiazgów. Z metalowych części stworzył także Transformersa o wysokości
trzech metrów i wadze ponad 500kg, a także pokaźnego Obcego. Prace z Fabryki
Robotów zobaczyć na żywo mogli również mieszkańcy Głuchołaz w Małej Galerii.
Odwiedzający byli zachwyceni Minionkami oraz rzeźbami z filmu Gwiezdne Wojny.
11 maja w sali widowiskowej Domu Kultury odbyła się
prelekcja Ewy Kazuli pt. Czym jest Pan Tadeusz dla Polaków , Jolanta Gawlik,
Lena Kijaszek-Skonecka, Genowefa Matjas, Aleksandra Mikłasz, Antonina Bejnar,
Teresa Piątek, Alicja Płowaś-Stadnik, Beata Puzia z Koła
Kultury Żywego Słowa działającego przy UTW im. M. Bilwin pod kierunkiem Beaty
Puzia przeczytały fragmenty Pana Tadeusza.
Piąta Noc w Bibliotece pod hasłem Zwariowany świat Pippi. W ramach Tygodnia Bibliotek, dział dziecięco
– młodzieżowy Małgorzata Osiadły oraz Anna Dorosz zorganizowały Noc w
Bibliotece dla czytelników. Z okazji obchodzonego w tym roku 50-lecia
ustanowienia Orderu Uśmiechu noc związana była z książką Astrid Lindgren
–Kawalera Orderu Uśmiechu.
Uczestników imprezy przywitali dyrektor Centrum Kultury w
Głuchołazach– Jan Ćwiek oraz kierownik Biblioteki – Alicja Płowaś- Stadnik,
którzy przeczytali fragmenty książki
pt. „Pippi Pończoszanka”. Po uroczystym otwarciu rozpoczęliśmy zabawę
od głuchego telefonu. Dzieci miały powtórzyć sobie do ucha fragment książki
"Pippi". Musimy przyznać, że powstały zupełnie inne historie, niż te,
które zostały im przedstawione. Następnie wyszliśmy do miasto na grę terenową, podczas której świetnie się
bawiliśmy, sprawdziliśmy swoją sprawność fizyczną, czy potrafimy być tak
sprytni jak Pippi i rzucać piłką do
kosza, biegać szybko jak Pippi oraz posługiwać się sprawnie kijem do hokeja.
Dziękujemy Tomaszowi Zając za udostępnienie nam ten czas boiska koszowego przy
Orilku oraz udział w naszej zabawie.
Następnie przy Skwerze Kawalerów Uśmiechu bawiliśmy się w „Zgadnij kim
jestem?”. Po wyczerpującej zabawie zjedliśmy pyszne naturalne lody, które
zasponsorowali uczestnikom nocy właściciele restauracji Miód Malina. Serdeczne
podziękowania dla Pani Justyny i Pana Łukasza za bon na lody ;). Już w Domu Kultury odbyła się zabawa w
kalambury oraz seans filmu „Pippi”. Po filmie wszyscy wrócili do biblioteki, by
odpocząć i w iście biwakowych warunkach spać do rana. Dziękujemy wszystkim uczestnikom V Nocy w Bibliotece,
mamy nadzieję, że miło i wesoło spędziliście z nami czas. Na pamiątkę Piątej
Nocy w Bibliotece wszyscy uczestnicy
otrzymali koszulki.
12 maja w Małej Galerii odbyło się uroczyste otwarcie
wystawy rysunków Dagmary Łysek pt. (Do)wolność interpretacji. Dagmara Łysek jest samoukiem, od 2013 rysuje hobbystycznie, głównie
portrety kobiet i mężczyzn gdyż fascynują ją ludzie i wyryte na ich twarzach
życie. Inspirują ją prace wielkich
artystów świata sztuki. Stale udoskonala swoje umiejętności. Rysuje nie tylko
na papierze, ale również na materiale, jej koszulki noszą nie tylko członkowie
rodziny ale przyjaciele również motocykliści i
rowerzyści. W czasie wernisażu usłyszeliśmy wiersze Zofii Tarchały, Ewy
Kazuli, Agnieszki Tomczyszyn-Harasymowicz oraz opowiadanie Patrycji
Prochot-Sojki. Joanna Zych wykonała piosenki Agnieszki Tomczyszyn-Harasymowicz,
Agnieszki Osieckiej i Haliny Poświatowskiej przy aranżacji Tomasza Hencińskiego
i Mariusza Lewicza.
Alicja Płowaś-Stadnik
Subskrybuj:
Posty (Atom)














